.

 

Więc tak się umiera z miłości

 

 Nigdy nie sądziłam, że stanę w ciemności

I tak się zapomnę,

By mówić o tobie.

Sama nie wiem.

Może szukałam nierzeczywistej przestrzeni,

Gdzie po przekroczeniu progu cofa się czas

I przebytym szlakiem zawracają obroty ziemi.

 

Chciałam znowu chodzić

Tamtą, porośniętą echem naszych kroków drogą,

Na której, stojąc pomiędzy dwiema sosnami

patrzyliśmy, jak przejrzystość nocy

Rozświetla kometom warkocze.

 

Ale nawet wtedy

Niewiele mieliśmy nadziei,

Że wolno nam będzie wspólnie wypatrywać dnia,

Kiedy wschodnie niebo jest liliowe

I jedynie głos ptaka

Rozprasza pełne zachwytu milczenie.

 

Dlatego

Sprawiłam czarodziejską mocą słowa

Byśmy żyli jeszcze raz. 

 

Pisałam,

A niespieszne tłumy pełzły arteriami miasta

I za południowym oknem lśniły dachy katedry.

Lecz ja

Przeszłam już przez drzwi

I znalazłam tam siebie

Jak na dnie greckiej lutrofory
Klęczącą w mroku, zziębniętą.

 

Więc tak się umiera z miłości.

Widząc wszystko

Ale wewnątrz, głęboko.

Jakby się było myślą,

Czyli samą sobą.

 

Więc tak się umiera

Bezwolnie.

Przyzywając miłego.

 

Więcej nie pamiętam

---------------------------------


Copyright © 2011. All Rights Reserved.