.

 

W ogrodzie

 

Tak niewiele minęło czasu,

Ale tamtej kobiety nieśmiałej i pragnącej kochać 

Nie widuję już

A poznałabym ją.

 

Kiedy księżyc świeci i drzewa stoją jasne,

Ujrzałabym, jak wybiega

Pomiędzy jednolicie ciemne

Ściany ogrodu. A zawsze o krok

Wyprzedzając fałdy sukienki.

Cisza wtóruje zwiewnym stopom. Potem

Ona blada, na progu altany,

Nasłuchująca twoich kroków.

Tęskni.

 

Pamiętasz, lubiłam czekać

Śledząc zielonkawe odblaski na nieruchomej wodzie.

 

Ale to nie w tamtej zieleni,

Tylko w chłodnym pokoju

Zamknięta w ciemność stanęłam przed tobą,

Byś rozrzucił wokół moich ramion

Złoty piasek włosów,

Byś nakreślił krągłość bioder

Wspartych o kamienne płatki stóp.

Przyszłam drżeć

- zziębnięty posąg, w którym ledwo krąży

Obolała krew.

 

Tam był tylko stół i łóżko, i dwa krzesła,

Kiedy w żywe dłonie

Wziąłeś ciszę moich piersi.

Iskrą ust roznieciłeś szept:

" Otwórz oczy" Galateo. 

 

Kiedy trawy pachną,

A powietrze pełne jest ptasich świergotów,

Pamiętam o tobie.

Bo jednak słodko,

Gdy namiętność przechodzi w upór a miłość

Pozostaje miłością.

 

W tym ogrodzie

Uczyłeś mnie chodzić na palcach,

Podpierałeś stopy porywistym szeptem. Wirowałam nad ziemią

Krągła, bosa, wiatr we włosach.

 

Teraz ziemia nie szepcze, nie podeprze.

Milczy. 

 


Copyright © 2011. All Rights Reserved.