Deja vu

 

Do przedziału

wsiadł siwy pan w garniturze,

potem ja w niebieskiej spódnicy,

starsza pani w czarnym płaszczu,

z nią dziecko.

 

Wagon był drugiej klasy,

pociąg do Krynicy,

ruszył.

I doznałam uczucia, 

że skądś znam tych ludzi.

 

Pan miał siwe wąsy i szary garnitur,

ja odgarnęłam włosy, jeden sfrunął na spódnicę,

starsza pani zdjęła czarny płaszcz i na podszewce

widniała metka

ze starym niemieckim napisem.

 

Dziecko spało już wtedy gdy mijaliśmy pierwsze drzewo.

Pan spytał, czy jadę do samej Krynicy.

Pani westchnęła, że tak daleko.

Ja się uśmiechnęłam, strzepnęłam włos ze spódnicy.

 

Za oknem mignęła brzoza,

cztery sosny, puste pole, dom i szosa.

Usnęłam.

Wysiadłam na miejscu.

Pobyt był udany.

Od tamtego czasu nie byłam w Krynicy.

 

Ostatnio 

do mojej szafy

ktoś zręcznie podwiesił

czarny płaszcz

z metką w niemieckie napisy.

 

Dziś jechałam w podróż

i doznałam uczucia,

że skądś znam

współpasażerów.

 

Wagon był drugiej klasy,

pociąg do Krynicy.

Do przedziału wsiadł siwy pan w garniturze,

młoda kobieta w niebieskiej spódnicy,

ja w czarnym płaszczu,

ze mną dziecko.